Żarówki led, LED energooszczędne oświetlenie.
Oferujemy najtańsze zamienniki LED.
Już dziś możesz wymienić stare żarówki na nowoczesne oświetlenie LED

  żarówki LED, diody, oświetlenie ledowe

LED Sklep - żarówki led
>>>>>>


 
 
LED czyli Light Emitting Diode to małe żaróweczki, które zrewolucjonizowały przemysł elektroniczny do takiego stopnia, że w dzisiejszych czasach, nie sposób nie natknąć się na nie co najmniej kilka razy dziennie. Dzięki swoim niewielkim rozmiarom, dużej energooszczêdności, długiej żywotności oraz prostoty technologicznej, wykorzystywane są zarówno w przemyśle ciężkim, jak i w zastosowaniach domowych i dekoracyjnych.

Przykłady zastosowań
Wybrane produkty LED
Cennik oświetlenia LED
KALKULATOR oszczędności

Skorzystaj z naszego kalkulatora aby obliczyć oszczędności
jakie daje zamiana tradycyjnego oświetlenia
na nowoczesne i energooszczędne oświetlenie LED.
Wszystkie pola formularza można edytować. Używaj kropki zamiast przecinka.
KALKULATOTR OSZCZĘDNOŚCI
dla oświetlenia LED
Żywotność [h]
Cena [zł]
Moc [Watt]
Ile potrzebujesz żarówek?
 
Czas świecenia na dobę [h]
Cena za kWh [zł]
Koszt zakupu żarówek w ciągu 10 lat.
 
 
Koszt zużytej energii w ciągu 10 lat.
 
 
Suma kosztów w ciągu 10 lat.
 
 
*Oszczędności po upływie 10 lat.
 
*Wartość szacunkowa. Kalkulator nie uwzględnia min. czasu niezbędnego na wymianę żarówek.

  Przyjrzyjmy się najpierw jak wygląda typowa dioda LED

budowa ¿aróweczki LED

Jak widać na powyższym obrazku, diody LED nie posiadają żarnika dzięki czemu są zarówno trwalsze niż zwykłe żarówki, jak i nie nagrzewają się tak drastycznie. Zamiast żarnika, elementem świecącym są elektrony poruszające się w elemencie semikonduktorowym. Dzięki takiemu rozwiązaniu pojedyncza dioda jest w stanie świecić nawet 100,000 godzin co oznacza, że gdyby palić ją przez 10 godzin dziennie, starczyłaby na 22 lata! Oczywiście, ze względu na swoją budowę, zużywają też znacznie mniej energii niż zwykłe żarówki a są w stanie wyemitować porównywalną ilość światła.

Przyjrzyjmy się zatem jakie zastosowanie mają żarówki LED:

Oświetlenie domów, lokali Oświetlenie domów, lokali
Oświetlenie ogrodów Oświetlenie ogrodów
Oświetlenie pojazdów Oświetlenie pojazdów
Tablice informacyjne Tablice informacyjne
Podświetlanie sprzętu elektronicznego Podświetlanie sprzętu elektronicznego
Latarki LED Latarki
Walory dekoracyjne Walory dekoracyjne
 

 

Podsumujmy teraz jakie korzyści wynikają z użytkowania żarówek LED:

- duża wytrzymałość
- energooszczędność
- żywotność (do 100,000 godzin!!)
- niewielkie oddawanie ciepła
- odporność na wibracje oraz warunki atmosferyczne
- łatwo poddaje się wzornictwu
- wszechstronne zastosowania


Gdzie kupię ledy? Oto kilka przykładów produktów:
 Żarówka LED MR16 12V szerokokątna biały ciepły 30 diod   (J)
 Żarówka LED MR16 12V szerokokątna biały ciepły 30 diod (J)
 Żarówka LED E27 230V biały ciepły 20 diod (J)
 Żarówka LED E27 230V biały ciepły 20 diod (J)
 Żarówka Led G4 płaska 18Led/12V 18 diod (J)
 Żarówka Led G4 płaska 18Led/12V 18 diod (J)
 Żarówka LED E27 230V biały ciepły 38 diod (J)
 Żarówka LED E27 230V biały ciepły 38 diod (J)
 Żarówka LED E27/230V/4,5W kolor biały ciepły 80LED (J)
 Żarówka LED E27/230V/4,5W kolor biały ciepły 80LED (J)
 Moduł LED LINEAR 12V zielony 3 (J)
 Moduł LED LINEAR 12V zielony 3 (J)
 Żarówka LED MR16 12V DC biały zimny 20 diod  (J)
 Żarówka LED MR16 12V DC biały zimny 20 diod (J)
 Żarówka LED Dioda mocy MR16 1W biały ciepły (J)
 Żarówka LED Dioda mocy MR16 1W biały ciepły (J)
 Moduł LED LINEAR 12V biały zimny 12 (J)
 Moduł LED LINEAR 12V biały zimny 12 (J)
 Żarówka LED E14 230V biały ciepły <b>10 diod mocy
 Żarówka LED E14 230V biały ciepły 10 diod mocy


Formularz kontaktowy








2+1=?


Ten produkt możesz kupić na raty:


6 rat po 89,68zł  
12 rat po 48,11zł  
24 rat po 27,49zł  

"Wprost": Kasa PiS czyli jak Wspólna Sprawa imprezę organizowała

Siedziba PiS przy Nowogrodzkiej w Warszawie. Czerwiec 2011 r. Prezes PiS informuje swoich współpracowników, że wielką partyjną imprezę „Polska najpiękniejszą kobietą w Europie” w hotelu Hilton zorganizuje Stanisław Janecki. Obecny felietonista tygodnika „wSieci” jest też prezesem firmy Wspólna Sprawa - pisze Wprost.pl

– Janecki powiedział prezesowi, że ma wejścia w hotelu Hilton i zapewni najniższą stawkę za wynajęcie sali – potwierdza inny polityk PiS. Impreza odbywa się 9 lipca. Jarosław Kaczyński występuje w otoczeniu 500 kobiet. Każda z pań otrzymuje cebulkę tulipana Maria Kaczyńska. Sześć dni później do biura PiS trafia kosztorys przygotowany przez spółkę Wspólna Sprawa. Ceny są gigantyczne. Razem 312 tys. zł.

Wątpliwości budzi niemal każda pozycja dokumentu. Od wynajęcia sali przez oświetlenie, nagłośnienie, realizację TV, aż po zakup 47 drzewek za ponad 16 tys. zł i cebulek tulipanów za prawie 13 tys. zł. Zaczyna się korespondencja pomiędzy partią a wykonawcą. PiS zarzuca, że obraz w realizacji telewizyjnej był niskiej jakości, dźwięk słaby, 60-osobowa ekipa wymieniona w kosztorysie wystarczyłaby na produkcję wielkiego koncertu telewizyjnego.

„Koszt produkcji został zawyżony o 200 tys. zł” – informuje w poufnym piśmie do prezesa PiS partyjny skarbnik. Wskazuje m.in., że ekran LED z obsługą można wynająć za 15-20 tys., a nie za 45. Wynajęcie dwóch plazm to zaledwie 600 zł, a nie ponad 20 tys. zł, a jedna cebulka tulipana Maria Kaczyńska nie jest warta 26 zł, ale co najwyżej 6 zł.

To zresztą nie jedyne kłopoty. „W kosztorysie wymienione zostały również pozycje, które nie zostały zrealizowane lub były całkowicie zbędne, co może świadczyć o próbie wyłudzenia pieniędzy od Prawa i Sprawiedliwości” – czytamy dalej w piśmie. W tym miejscu skarbnik informuje, że drogich plazm nie było w ogóle, podobnie jak cyfrowego wozu transmisyjnego za 20 tys. zł. Drzewek naliczono o połowę mniej niż w kosztorysie. Stanisław Janecki nie widzi problemu.

Pytany przez nas najpierw twierdzi, że był jedynie gościem na tej imprezie. Po kilku godzinach oddzwania: – Co w tym dziwnego, że firmy kłócą się o pieniądze? Ja nie wiedziałem o sprawie, bo prowadził ją mój prawnik i księgowy. A awantura toczyła się właściwie nie pomiędzy moją firmą, ale pomiędzy moim podwykonawcą, który zgarnął 90 proc. sumy, a PiS – oznajmia.

Cały tekst na Wprost.pl.

Miasto-Idea: mechanizmy rozwoju

Czy wiesz, że wg redakcji CHIP ten artykuł wydrukowałbyś najtaniej na drukarce monochromatycznej Kyocera Ecosys P3055DN? Dowiedz się więcej, nie przepłacaj i drukuj stronę A4 za 2 grosze.Miasto-Idea: mechanizmy rozwoju

Aktywność mieszkańców, społeczna wyobraźnia, znalezienie wspólnej idei – to wszystko wpływa na rozwój aglomeracji w sposób, który sprawi, że ludziom będzie się w niej żyło dobrze

Miasta są dziś laboratoriami przyszłości – uważa dr Krzysztof Głuc, adiunkt w Katedrze Administracji Publicznej Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. W jego ocenie to właśnie w przestrzeni miejskiej powstają nowe wizje, projekty i idee. W miastach koncentruje się aktywność gospodarcza, kulturotwórcza i innowacyjna.Współczesne metropolie borykają się jednak z wieloma problemami wynikającymi z ich gwałtownego rozwoju: zadłużeniem, komercjalizacją przestrzeni publicznej, degradacją infrastruktury, pogarszającą się jakością usług publicznych, nadmierną i nieefektywną konsumpcją.Czy Miasto-Idea może stanowić rozwiązanie problemów dużych ośrodków? Profesor Jerzy Hausner, szef Rady Programowej Open Eyes Economy Summit jest przekonany, że poszukiwanie nowych idei ekonomicznych i rozwiązań gospodarczych będzie łatwiejsze, jeśli spojrzy się na współczesne wielkie miasta w inny niż powszechnie przyjmowany sposób. – Zamiast myślenia o mieście idealnym zastanawiamy się, jak ukierunkować rozwój konkretnych miast, które w tym celu muszą sformułować swoje idee – specyficzny dla każdego miasta proces wykorzystania jego potencjału rozwojowego i generowania wartości – dodał w rozmowie z DGP.Koncepcje rozwojuNie jest to zatem model rozwoju miasta, ale normatywnie ujęte i empirycznie osadzone podejście do jego rozwoju – koncept, a nie formuła. Ważną rolę odgrywają w tym procesie nie tylko władze, instytucje kulturalne, ale też działające w obszarze aglomeracji firmy. Partnerem strategicznym OEES jest np. Synthos, producent styropianu i polistyrenu, którego zakłady produkcyjne znajdują się w Polsce, Czechach, Francji i Holandii. – Nasze partnerstwo strategiczne z OEES wynika z faktu, że skupia się on na globalnych trendach regulacyjnych dotyczących zmiany paradygmatu współpracy na rzecz rozwoju, które promieniują na kształt CSR w odniesieniu do sektora chemicznego – stwierdził Krzysztof Żarnotal, pełnomocnik zarządu Synthos ds. GOZ. – Jeden z tych nurtów dotyczy regulacji gospodarki obiegu zamkniętego (GOZ) i celów zrównoważonego rozwoju (Sustainable Development Goals, w skrócie SDGs), drugi zawiera się w regulacjach dotyczących ochrony klimatu i efektywności wykorzystania zasobów.Cele zrównoważonego rozwoju wpływają na regulacje i legislacje, a firmy inwestują w pionierskie technologie i zmieniają modele biznesowe. Żarnotal podkreślił, że 38 proc. firm z listy Fortune 50 publicznie wspiera SDGs, a ponad jedna trzecia z nich traktuje CRS – podobnie jak Synthos - jako strategię biznesową. Unia Europejska zobowiązała się do wprowadzenia SDGs i niebawem Komisja Europejska ogłosi strategię wdrażania.Zmiana podejściaCele unijnej strategii koncentrują się na ograniczeniu zależności od paliw kopalnych, zintensyfikowaniu recyklingu i ponownym wykorzystywaniu plastików oraz ograniczeniu ich przenikania do środowiska. – Strategia ta wpisuje się w doktrynę SDGs – wyjaśniła Krzysztof Żarnotal. –Jesteśmy w gronie przemysłowych pionierów, którzy wprowadzają filozofię SDGs i GOZ w czyn. Przykładem jest PolyStyrene Loop, paneuropejski projekt, w ramach którego w Terneuzen w Holandii budowany jest zakład demonstracyjny. Zastosowana technologia pozwala na recykling PS i EPS (płyt z polistyrenu ekspandowanego), depolimeryzację oraz separowanie szkodliwego dodatku. Jest to też przykład partnerstwa całego łańcucha wartości – w PSLoop uczestniczy ponad 60 podmiotów z 14 krajów UE. KE oraz Konwencja Bazylejska uznały PSLoop – za najlepszą praktykę recyklingu – dodał. Synthos chce postawić taki zakład w Małopolsce. Jednak by mógł on powstać, muszą zostać zidentyfikowane strumienie odpadowe PS i EPS.Niskie wskaźniki efektywności recyklingu tworzyw sztucznych w Polsce wynikają z braku infrastruktury i systemu zachęt sprzyjających rozwojowi tej działalności biznesowej. – Taki system należy stworzyć i wdrożyć – uznał Żarnotal. – Różnice w istniejącej infrastrukturze zbierania, segregowania, recyklingu odpadów tworzyw sztucznych w UE powinny zostać przeanalizowane, aby można było zarekomendować i zaimplementować najlepsze praktyki. Tu dostrzegamy rolę dla samorządów terytorialnych. W Polsce musimy postawić na edukację i podnoszenie świadomości konsumentów, aby zwiększyć skłonności oraz zdolności do zbierania i segregacji odpadów z plastiku. Państwo musi wspierać ciągłość rozwijania innowacyjnych technik recyklingu i sortowania – powiedział.Chemiczna równowaga– Koncepcji inteligentnego miasta zapewniającego mieszkańcom wysoką jakość życia dzięki optymalnemu zarządzaniu zasobami nie można zrealizować bez chemii i innowacyjnych plastików – stwierdził Żarnotal. – Przemysł chemiczny ma do odegrania kluczową rolę w zrównoważonej ewolucji inteligentnych miast. Chemia jest sercem wszystkich nowoczesnych gałęzi przemysłu, w tym elektroniki, technologii informacyjnej, biotechnologii i nanotechnologii. Chemia może sprawić, że inteligentne miasta będą bardziej zrównoważone, bardziej energooszczędne i bardziej opłacalne – dodał.Obecnie prawie 75 proc. obywateli europejskich mieszka w miastach, a będzie mieszkać jeszcze więcej. Izolacje z EPS zwiększają efektywność energetyczną budynków. Produkty te mają kilkudziesięcioletni cykl życia. Pomagają rozwiązać problem marnotrawstwa dotyczący 97 proc. zasobów budowlanych w UE, które obecnie nie są energooszczędne. A budynki odpowiadają tu przecież za ponad jedną trzecią emisji CO2. To istotna przeszkoda dla osiągnięcia celów redukcji emisji przewidzianych w paryskim porozumieniu w sprawie zapobiegania zmianom klimatu. Przemysł chemiczny promuje te produkty, ale aktywna rola samorządów lokalnych mogłaby znacznie przyspieszyć ich adaptację. ©℗

Partner

Państwo polskie najbardziej dociska najmniejszych. Od krajów przyjaznych podatkowo dzieli nas przepaść

Czy wiesz, że wg redakcji CHIP ten artykuł wydrukowałbyś najtaniej na drukarce monochromatycznej Kyocera Ecosys P3055DN? Dowiedz się więcej, nie przepłacaj i drukuj stronę A4 za 2 grosze.Państwo polskie najbardziej dociska najmniejszych. Od krajów przyjaznych podatkowo dzieli nas przepaść

Nasze państwo stworzyło system opresji wobec maluczkich, zaś rządowa pomoc najsłabszym to najczęściej działania pozorowane albo im szkodzące.

Magazyn DGP z 11 stycznia 2019

Ustrój, w którym żyjemy, to ani socjalizm, ani kapitalizm, ani autorytaryzm, ani prawdziwa demokracja. Można go nazwać systemem urzędniczo koncesjonowanej wolności

Zobacz także:Stodolak: Liczy się chiński kapitał, a nie intencjePamela Anderson uczy ekonomii. O proteście żółtych kamizelek we Francji [OPINIA]Wymyślono go, by objął władanie nad ekonomią. Drugie życie Maksa UDentyści ekonomii. Na naszych oczach spełnia się marzenie Keynesa o kompetentnych i pokornych ekspertachWoś: Zarobili na migrantach? Niech się podzielą [OPINIA]

System może i dobry, ale ludzie to nie – taki ton pobrzmiewał w komentarzach dotyczących zeszłorocznej historii dwóch urzędniczek skarbowych z Bartoszyc, które sprowokowały mechanika do „nielegalnej” wymiany żarówki w ich aucie.

Za przyjęcie po godzinach pracy wynagrodzenia w wysokości 10 zł i niewydanie paragonu chciały ukarać go mandatem w wysokości 500 zł. Uznały, że kierowała nim nie życzliwość, lecz chciwość i chęć oszukania państwa.

psav linki wyróżnione

A więc to takie intencje przypisuje ludziom urząd skarbowy, który Business Centre Club uznał w 2018 r. za „przyjazny przedsiębiorcy”? Działanie urzędniczek to skandal, ale – uwaga! – łatwo oburzać się na ich postawę, trudniej dostrzec słonia w salonie.

Podatek denny

Natura ludzka jest niezmienna. To jednak, w jakim stopniu jej przywary, jak chciwość, egoizm czy pycha, szkodzą społeczeństwu, zależy od systemu, w którym funkcjonujemy. Jeśli jest dobry, nie tylko premiuje cnotę i zachęca do życzliwości, lecz także sprawia, że i nasze wady zostają wprzęgnięte w machinę dobrobytu. W takim systemie nawet Mefistofeles jest cząstką czyniącą dobro – i tak działa system oparty na rynku, wolności i dobrym prawie. Jeśli jest zły, skłania ludzi do zachowań niemoralnych i przynoszących szkodę ogółowi.

Niestety ten, w którym żyjemy, należy do drugiej kategorii. Ani to socjalizm, ani kapitalizm, ani autorytaryzm, ani prawdziwa demokracja. Można go nazwać systemem urzędniczo koncesjonowanej wolności. To przypadkowa mieszanka nieprzystających do siebie instytucji, które mają sprzeczne cele, na dodatek obsadzonych przypadkowymi osobami o nikłych kompetencjach. Ustrój ten, by użyć słów XIX-wiecznego francuskiego filozofa i wolnorynkowca Frédérica Bastiata, to „fikcja, dzięki której każdy usiłuje żyć kosztem innych”. Fikcja, bo sukces tych usiłowań osiągają jedynie włodarze i funkcjonariusze tego systemu. Jak? Dzięki nękaniu maluczkich.

Oto niezauważany (albo zauważany niechętnie) słoń w salonie. Takie sytuacje jak w Bartoszycach to nie chwilowy kryzys w doborze kadr doskonałej maszyny – w systemie dobrym nigdy nie usłyszelibyśmy o tych dwóch paniach z fiskusa. Przeciwnie – to przewidywalny rezultat faktu, że państwowa biurokracja z samej zasady za cel obiera zwykłego człowieka, mimo że urzędnicy deklarują coś zgoła przeciwnego – jak niedawno premier Mateusz Morawiecki, który opowiadał, że rząd zmienia panujący w Polsce system, dostosowując go do potrzeb „zwykłego człowieka” i „ludzi ciężko pracujących”.

W praktyce to dostosowywanie sprowadza się do działań pozorowanych. Mechanik w Bartoszycach może przecież liczyć co najwyżej na całkiem zwykłe, czyli niskie wynagrodzenie w wysokości ok. 3 tys. zł, a jego praca bez wątpienia jest ciężka. Gdyby wierzyć politykom, to właśnie do niego system powinien być dostosowany, a nie jest. Jak to wytłumaczyć? Jednym słowem: uszczelnianie.

To wspaniałe uszczelnianie systemu podatkowego, z którego jesteśmy teraz tak dumni i które być może sprawi, że po raz pierwszy po 1989 r. zanotujemy nadwyżkę w budżecie, ma też mroczne oblicze. Musimy mieć świadomość, że wzrost przychodów podatkowych wynika nie tylko ze słusznej walki z wielkimi tłustymi oszustami kręcącymi się na karuzelach podatkowych, lecz także z dokręcania fiskalnej śruby Kowalskim i Nowakom. W ciągu ostatnich 3 lat wprowadzono lub podniesiono w Polsce ponad 20 różnorakich opłat i okładów fiskalnych – chyba nie zapomnieliście o podatku od instytucji finansowych, który przełożył się np. na wzrost kosztów ubezpieczeń samochodów, albo o podatku dennym od gruntów podwodnych? – a są już pomysły na kolejne. Szkoda, bo w krajach traktujących swoich obywateli w sposób cywilizowany robi się wszystko, by niezamożni podatków płacili jak najmniej. Jak?

psav linki wyróżnione

Działania pozorowane

Na przykład ustanawiając wysokie kwoty wolne od podatku dochodowego. Zazwyczaj, żeby zobrazować przepaść dzielącą pod tym względem Polskę od państw przyjaznych podatnikom, wskazuje się na Wielką Brytanię. Tam od tego roku kwota wolna wynosi 12,5 tys. funtów, czyli ponad 60 tys. zł, u nas – 3,1 tys. zł. Dwadzieścia razy mniej.

Może po prostu Brytyjczycy, bogaty naród, mogą sobie na to pozwolić, a my, naród biedny, nie? Nawet jeśli takie rozumowanie nie byłoby absurdalne, to jak wówczas wyjaśnilibyśmy rozwiązania obowiązujące w Czechach, których PKB per capita jest zbliżone do naszego? Tam nie dość, że sam podatek dochodowy jest niższy niż w Polsce (15 proc. do 18 proc.), to kwota wolna od podatku jest wyższa i po przeliczeniu wynosi ok. 4,2 tys. zł. Zaraz ktoś przypomni, że nasz rząd wprowadził w 2018 r. stawkę wolną od podatku na poziomie 8 tys. zł. Cóż, wprowadził i nie wprowadził. Bo to właśnie jedno z działań pozorowanych.

Owa stawka dotyczy tylko tych, których roczne dochody nie przekroczyły 8 tys. zł brutto. Jak jest ich wielu? Do policzenia członków tej grupy wystarczą palce jednej dłoni, bo należy do niej być może np. student ASP, który wykonał dla kogoś jednorazowe zlecenie na projekt plakatu, ale już na pewno nie działający w szarej strefie tynkarz z Podlasia. Nowa „wysoka” stawka wolna od podatku jest za niska, by ktoś chciał wyjść z fiskalnego cienia. Większość zwykłych podatników obejmuje za to zupełnie już śmieszna kwota 3,1 tys. zł. Wpływ tego zwolnienia na ich zamożność jest marginalny. Oto rząd wspaniałomyślnie zabiera im w daninach o 556 zł mniej. W skali roku. – Co ja sobie za to kupię? Waciki? – powiedziałaby pewnie Gabrysia, żona gangstera Siary z „Kilera”.

Na tym lista działań pozorowanych się nie kończy. Należą do nich np. wchodzące od tego roku przepisy o niższej składce ZUS dla małych firm. Znów grupa objętych nią podatników jest mizerna, gdyż dotyczy firm, które notują co najwyżej 5 tys. zł przychodu miesięcznie. Do kogo adresowana jest tak hojna polityka, jeśli nawet kiosk z gazetami w małym podkarpackim miasteczku notuje obroty na poziomie 15–20 tys. zł? Niewielkie znaczenie w kontekście całej gospodarki ma też wchodząca w tym roku obniżka do 9 proc. podatku CIT dla małych przedsiębiorstw. Skorzysta z niej tylko kilka procent z nich, bo większość z ok. 2 mln mikrofirm rozlicza się na podstawie PIT.

Słowem, zmiany wprowadza się po to, by wszystko zostało po staremu. Mają jednak przy tym konkretny dodatkowy cel – są elementem propagandy, która ma nas uczynić ślepymi na słonia w salonie. Wujek Mirek i ciocia Ania usłyszą w „Wiadomościach”, jak to rządzący ułatwiają nam życie, ale w szczegóły wnikać nie będą, zwłaszcza jeśli owe ułatwienia nie dotyczą ich bezpośrednio. Dlatego nie dotrze do nich też wiadomość, że o ile te szumne reformy wpływają na garstkę przedsiębiorców i podatników, to cichy rozrost biurokracji zjada już niemal wszystkich. Bank Światowy wyliczył, że liczba godzin potrzebnych do rozliczeń z fiskusem (co jest, jakby nie patrzeć, marnotrawną pracą przymusową) wzrosła w ciągu ostatnich 12 miesięcy w naszym kraju z 260 do 334 rocznie i z tej też przyczyny obniżył pozycję Polski w rankingu „Doing Business 2019” – spadliśmy z 27. na 33. miejsce. I tu znów wyjaśnieniem jest uszczelnianie – zmiany generujące wydłużenie obowiązkowych spowiedzi fiskalnych mają ułatwić państwu prześwietlanie rynkowych transakcji i wyłapywanie oszustów.

Ale – podobno – nie ma tego złego. Rządzący zapewniają, że owo uszczelnianie opłaca się nie tylko budżetowi, ale i wszystkim, bo finansowane są z niego „wielkie projekty”. Czy na pewno te projekty są aż tak dla nas korzystne? Nie jest to takie oczywiste. O ile działania pozorowane przynajmniej nie szkodzą (tak bardzo), o tyle wielkie projekty szkodzić mogą, i to poważnie, nawet jeśli mają w zamierzeniu pomagać.

Ofiary dobrych intencji

Prezydent USA Ronald Reagan dowcipkował swego czasu o najbardziej przerażającym zdaniu, jakie można kiedykolwiek usłyszeć: „Jesteśmy z rządu i przyszliśmy ci pomóc”. A polski rząd wypowiada to straszne zdanie implicite za każdym razem, gdy podnosi ustawową płacę minimalną (w tym roku wzrasta z 2100 zł do 2250 zł brutto). Problem w tym, że płaca minimalna podnosi wynagrodzenia grupie już pracujących kosztem bezrobotnych, zwłaszcza tych nisko wykwalifikowanych (i najuboższych), którym utrudnia znalezienie pracy. Szkodzić może w długim okresie też tym, których wynagrodzenia w jej wyniku w krótkim terminie rosną.

Wiem, w tym momencie włączają się niektórym detektory neoliberalizmu. Kolejny rynkowy dogmatyk. Ale dowodów na to dostarczają nawet ekonomiści zatrudnieni przez polskie Ministerstwo Finansów, które dzisiaj trudno nazwać neoliberalnym. Na przykład Maciej Albinowski przeanalizował w jednej z prac dane dotyczące zatrudnienia i płac 24 mln Polaków z lat 2004–2016, potwierdzając, że w kwestii zatrudnienia „efekty płacy minimalnej mogą ujawniać się z opóźnieniem”. Jeśli pracownik otrzymuje płacę minimalną przez cztery lata, to szansa utraty przez niego pracy rośnie o 5 proc. – bo dla pracodawcy staje się coraz większym ciężarem. Albinowski pisze też, że „młodzi pracownicy zarabiający w okolicach płacy minimalnej mają istotnie mniejsze szanse na powrót do zatrudnienia po utracie pracy niż osoby lepiej zarabiające”, a „efekt ten uwidacznia się od 2008 r., gdy miało miejsce znaczące podniesienie płacy minimalnej”. Jej podnoszenie to w większym stopniu element polityki skarbowej niż szczerej troski o los obywateli. Rząd przyznał to w 2016 r., gdy przedstawił wyliczenia, że w ciągu dekady przełoży się to na zwiększenie dochodów sektora finansów publicznych o 16,7 mld zł.

Płaca minimalna to niejedyny rodzaj polityki ekonomicznej, który mimo stojących za nim oficjalnie dobrych intencji szkodzi ludziom. Kolejnym przykładem są regulacje w mieszkalnictwie. Politycy lubią mówić o deficycie mieszkań, wysokich czynszach najmu, słabo dostępnym kredycie. Problem w tym, że na liczbę, cenę i dostępność nowych mieszkań wpływają negatywnie ustanawiane przez nich samych przepisy: te dotyczące różnego typu pozwoleń, zagospodarowania przestrzennego czy zbyt mocno uszczegółowione normy.

Od 2018 r. funkcjonuje przepis, który zabrania budowania mieszkań mniejszych niż 25 mkw. Ustawodawcy chodzi rzekomo o komfort nabywców, ale w praktyce ogranicza to podaż małych, tańszych mieszkań, takich w sam raz na start w dorosłość. Zamiast pozwolić rynkowi uruchomić samoczynnie skromny, ale efektywny program „Pierwsza kawalerka”, rząd bierze się do wdrażania własnych programów mieszkaniowych o celach tyleż ambitnych, co nierealnych. W ramach ogłoszonego dwa lata temu programu „Mieszkanie+” ma powstać 100 tys. niskoczynszowych mieszkań, a na razie powstało 480 i tryby programu się zatarły.

A to właśnie tego rodzaju inicjatywy należą do tych wielkich projektów, o których mówił premier Morawiecki. Sztandarowy to program 500+ skierowany do rodzin z co najmniej dwójką dzieci. Czy on może mieć jakiekolwiek wady? Może, ale tu wchodzimy na grząski grunt, bo krytyka tego programu często przyjmowana jest jak próba odebrania głodnym dzieciom kromki chleba.

psav linki wyróżnione

Gettoizacja niezamożnych

Wadą 500+ jest przede wszystkim to, że nie działa tak, jak zamierzano. Gdy wprowadzano go w 2016 r., przekonywano, że zwiększy dzietność Polaków. Dzisiaj wiadomo, że początkowy wzrost (do ponad 400 tys. urodzeń w 2017 r.) był tymczasowy i wynikał z przyśpieszenia podjętych już decyzji o urodzeniu kolejnego potomka. Potem mówiono, że 500+ przywrócił godność, likwidując skrajne ubóstwo. To jednak także nie ma jasnego potwierdzenia w statystykach – liczba Polaków żyjących poniżej progu ubóstwa dochodowego co prawda spadła, ale zaledwie z 14,4 do 13,2 proc.

A jednak trudno zaprzeczyć, że te 25 mld zł rocznie trafia do 2,6 mln polskich rodzin, czyli do w sumie (jeśli liczyć dzieci i rodziców) ok. 8–9 mln osób. To chyba niezaprzeczalna korzyść? Również niekoniecznie. I to nawet pomijając fakt, że pieniądze te pochodzą z naszych podatków. Owszem, za wcześnie na jednoznaczną ocenę długofalowego oddziaływania 500+, ale nie znaczy to, że nie można sięgnąć do doświadczeń innych krajów z ofertą skierowaną do rodzin z dziećmi, żeby wiedzieć, czego się spodziewać.

W USA od 1935 do 1996 r. funkcjonował program Pomocy Rodzinom z Dziećmi na Utrzymaniu (AFDC). 60 lat to wystarczająco długi okres obserwacji i oceny efektów polityki – zwłaszcza że ten program nieustannie powiększał swoją skalę i w latach 90. XX w. rząd przeznaczał na AFDC ponad 20 mld dol. rocznie, a korzystało z niego 4,7 mln rodzin. Patrick Fagan i Robert Rector, eksperci z konserwatywnego think tanku Heritage Foundation, w tekście „Jak socjał krzywdzi dzieci”, pisali, że AFDC wytworzyło całą klasę ludzi utrzymujących się z tej zapomogi. 4,7 mln rodzin, które w 1996 r. pobierały świadczenia, korzystało z nich średnio przez 6,5 roku, a jeśli dane uzupełnić o poprzednie dekady – średnia korzystania z AFDC wzrastała do 13 lat. Oznacza to, że rodziny te nie wychodziły z biedy. Przeciwnie, jak zauważają badacze, socjał demotywował je często do podejmowania dodatkowych zajęć, redukując dochód, który mogłyby osiągnąć, gdyby postarały się odrobinę bardziej.

W Polsce często podkreśla się, że socjał dla rodzin ogranicza niedożywienie dzieci – i ten efekt akurat badacze w USA potwierdzili, ale był to właściwie jedyny jednoznacznie pozytywny rezultat AFDC. Może dawano za mało pieniędzy? Z tą tezą badacze rozprawiają się bezwzględnie. Świadczenia różniły się wysokością pomiędzy poszczególnymi stanami, więc można było z łatwością porównać, czy dzieci z rodzin otrzymujących większe wsparcie mają się lepiej od innych, np. pod względem zdolności poznawczych (założenie: więcej pieniędzy to lepsza edukacja). Okazało się, że zdolności poznawcze (mierzone za pomocą IQ) tych dzieci wcale nie są wyższe, a mogą być nawet dodatkowo upośledzane. Im bowiem dłużej rodzina pobierała świadczenia, tym IQ dzieci było niższe. Te, które urodziły się w rodzinach korzystających z AFDC najmniej przez dwa miesiące w roku, miały zdolności poznawcze niższe o 20 proc. od grupy kontrolnej, czyli tych dzieci, które nie otrzymywały żadnej pomocy, ale były identyczne pod innymi względami, m.in. dochodu rodziny, rasy, IQ rodziców.

Nawiasem mówiąc, to m.in. właśnie brak porównania z grupą kontrolną, będącego metodologicznym wymogiem każdego porządnego badania, każe z przymrużeniem oka traktować ostatnie rewelacje GUS-u, że 500+ wpłynął pozytywnie na aktywność zawodową Polaków.

Niechciana kioskarka

Czy biorąc pod uwagę mizerne efekty dotychczasowych wielkich projektów, powoływanie do życia kolejnych ma sens? Nie. Zapewne jednak będzie miało miejsce. Uporczywe przywiązanie do błędu to cecha obecnego, wadliwego systemu, którego budulcem jest pyszne przekonanie, że elity koniec końców wiedzą lepiej, czego ludzie potrzebują.

Pycha ta cechowała wszystkie dotychczasowe rządy, nawet te nominalnie liberalne. Wystarczy zapytać o to ekonomistów pracujących jako rządowi doradcy w ciągu ostatnich 30 lat. Przyznają (częściej w prywatnych rozmowach niż w wypowiedziach publicznych), że naszą politykę społeczno-gospodarczą budowano na wierze w odgórnie planowane rozwiązania, a nie w oddolną inicjatywę i niezależność obywateli.

Wymowne jest w tym kontekście nieustanne odgórne reformowanie na sto różnych sposobów, ale zawsze nieudanych, trzech dziedzin, które dotyczą dobrobytu każdego z nas: systemu emerytalnego, służby zdrowia i szkolnictwa. W ciągu ostatnich 30 lat ani przez chwilę nie zaświtała politykom myśl, żeby dać ludziom w tych dziedzinach odrobinę prawdziwej wolności i sprawdzić, jakie rozwiązania stworzyliby sami. Obawiano się, że użyliby tej wolności w niewłaściwy sposób. Stąd wynikała kolejna seria działań pozorowanych, np. wprowadzenie OFE – eksperyment, który opłacił się tylko ich zarządom obdarowanym ustawowo prawem do poboru stałej prowizji.

psav picture

Nic też dziwnego, że chociaż zwolennicy odgórnych rozwiązań podkreślają z zapałem znaczenie przedsiębiorczości, to w praktyce wolą ludzi na etatach. Weźmy jako przykład hipotetyczną kioskarkę z Podkarpacia. Już sam fakt, że postanowiła prowadzić mikrofirmę, jest rządowym technokratom nie na rękę. Ekonometryczne modele, które stosują, mówią im, że tak naprawdę to ona się w tym kiosku marnuje, bo nie realizuje w pełni ekonomicznego potencjału i gdzie indziej mogłaby wnieść do gospodarki więcej wartości dodanej. Jak? Na przykład dołączając ze swoim kioskiem do jakiejś ogólnopolskiej sieci, która ma efektywniejszy łańcuch dostaw i marketing. Zrezygnowałaby z niezależności, ale osiągałaby większą rentowność. Mogłaby też zatrudnić się w kasie w lokalnym oddziale zagranicznej sieci handlowej. Co prawda stałaby się w pracownikiem najemnym, ale nic to – objęłyby ją, ku jej radości oczywiście, przepisy o pensji minimalnej.

To zatem, że wyższe kwoty wolne od podatku, niższe składki CIT i ZUS obejmują tylko hefalumpy (a więc bajkowe istoty, których nikt nie widział), w obecnym systemie jest normalne. Chodzi o to, żeby małego – zwykłego podatnika, konsumenta, obywatela – dorwać, uzależnić i przekształcić wedle politycznego widzimisię, a nie żeby jego życie uczynić znośniejszym. Jednak idea odgórnego koordynowania 38 mln małych elementów w organizm zgodny z ideą tego czy innego rządu jest jak próba układania puzzli za pomocą dmuchawy. Głupia.

psav zdjęcie główne


Linki:

Najlepsze strony www - Odnawialne Źródła Energii
Projektowanie i zakładanie ogrodów